Rossa

P. Tropez

Założyłem buty białe, ale stare - więc trochę szare

Zanim zwrócisz na mnie uwagę

Zdążę wytrzeć je o pokrytą rosą trawę

Poszliśmy w dół, albo w górę

W sumie nie wiem wcale

Czy tłumię siebie dalej, a może już działa szalej

Dłonie nasze oplecione, jak korony drzew

Ty słyszysz drozda śpiew, ja widzę pełną salę

Jedyne, co powtórzy się to domniemany lęk

To do mnie mały wstręt

Za skrętem leci skręt

Za skrętem leci (tsss)

Za sterem siedzi tlen

Ambient - w mózg, volume - full

Zero - słów, kumasz - groove

Wtem się sprawdza niezawodny ton

I lecę w noc, jak w owoc, bo tam to

Piąty dzień tygodnia, rozpoczyna się sielanka

Obywatele świata wymiotują na przystankach

Na zawsze w oku ślepa plamka, bo zapadła klamka

Światem rządzi inercja

Jedyne, co nam zostało to z miłością zawrzeć traktat

Kosmiczne flary topią serca

Urlop zwany życiem

Ja i ziomki na szczycie

Nie budzę się o świcie

A razem ze słońcem na orbicie

Lecę, lecę, lecę, lecę, lecę, lecę

Symulacje renderują się znakomicie

Podróż po śladzie róż

Już myślałem, że nazwę swoją własną planetę

A to był tylko na soczewce kurz

Biorę swoją rakietę

Wysyłam płytę złotą w eter, w kosmos

Sprawię, że się zmieni moda, wejdzie luźny offtop

Pochwalimy się w lustrze odbitą fotką

I dla odmiany, my staniemy się tą plotką w necie

Na kredytowej, zwykłą płotką w DJ secie

Urlop zwany życiem

Ja i ziomki na szczycie

Nie budzę się o świcie

A razem ze słońcem na orbicie

Urlop zwany życiem

Ja i ziomki na szczycie

Nie budzę się o świcie

A razem ze słońcem na orbicie

(Lecę, lecę, lecę, lecę, lecę, lecę, lecę) lecę

Unduh .lrc WhatsApp